Czwartek, 29 paŸdziernika 2026 r. | Imieniny: Euzebii, Wioletty, Felicjana

Turnieje

Komunikaty
Wyniki
Kalendarz sportowy

Związek

Kontakt
Walne Zgromadzenie
Zarząd
Uchwały Zarządu
Kluby
Komisja Rewizyjna
Regulaminy
Finanse

Licencje

Kluby
Zawodnicy
Sędziowie
Trenerzy
Instruktorzy

Współzawodnictwo

Wyniki MPJ
Wyniki MPJ szybkie
Wyniki MPJ błyskawiczne
Wyniki PPM i MPM
Wyniki MPP
Wyniki MEJ i MŚJ
Wyniki MMM
Wyniki drużynowe
Zestawienie indywidualne
Zestawienie drużynowe
Finaliści

Kadra

Juniorzy
Młodzicy

Pozostałe

RODO

PO ROKU DZIAŁALNOŚCI ZARZĄDU PZSZACH.

Na prośbę Prezesa Zarządu PZSzach., Pana Janusza Wody publikuję komentarz pt. "Po roku działalności Zarządu PZSzach..." Drodzy szachiści !
Minął rok od dnia, gdy zdecydowaną większością głosów Waszych delegatów zostałem na Walnym Zgromadzeniu w listopadzie 2004 roku w Warszawie wybrany prezesem Polskiego Związku Szachowego. Pragnę w związku z tym, a także wobec pojawiających się od pewnego czasu w prasie krytycznych lecz nieobiektywnych ocen działalności mojej i nowego Zarządu, przedstawić naszą ocenę sytuację w polskich szachach.
Zacznę od tego, co najmilsze - od znanych całemu naszemu środowisku wspaniałych sukcesów odniesionych w 2005 roku:
Reprezentacja Polski pań wywalczyła na Drużynowych Mistrzostwach Europy w Göteborgu w nadzwyczajnym stylu – bez porażki - pierwszy w historii złoty drużynowy medal kobiet !, a panowie, mając do końca szanse medalowe ponieśli w ostatniej rundzie jedyną, minimalną porażkę (1,5:2,5) w meczu z Holandią (która zdobyła dzięki temu tytuł mistrza starego kontynentu) i uplasowali się ostatecznie w bardzo silnej konkurencji na wysokim 6. miejscu. Znakomity występ uzupełniły złote medale na szachownicach wywalczone przez Monikę Soćko i Tomasza Markowskiego, a wszyscy nasi reprezentanci dowiedli, że polskie szachistki i szachistów stać na najwyższej klasy osiągnięcia. To był wyrazisty dowód właściwego kierunku w sprawach tworzenia kadry narodowej i reprezentacji, przyjętego przez nowy Zarząd Związku. I dalej - nasza młodzież zdobyła 5 medali na MŚ i 2 medale w ME, w tym najcenniejszy – złoty medal Pawła Czarnoty w grupie juniorów do lat 18. Nasi juniorzy pięknie się ponadto zaprezentowali w reprezentacyjnych koszulkach z orłem i napisem POLAND na plecach – niby nic, a jednak miło było popatrzeć. W 2006 r. zamierzamy ubrać w lepsze jeszcze stroje nasze reprezentacje na XXXVII Olimpiadę Szachową w Turynie. W końcówce roku jeszcze jeden medal brązowy w MŚ dołożyła Beata Kądziołka w rywalizacji 20-latek.
Znakomicie spisali się dwaj Polacy w innej dziedzinie szachów - rozwiązywaniu zadań. Piotr Murdzia został mistrzem świata i wicemistrzem Europy, a jego młodszy kolega Jacek Stopa wywalczył złoty medal w ME juniorów. Niezawodna od szeregu lat w Pucharze Europy drużyna warszawskiej Polonii wywalczyła kolejne srebro. Był to więc bardzo udany dla polskich szachów rok, choć pozostał także pewien niedosyt – nie popisali się nasi reprezentanci, z byłym mistrzem kontynentu na czele, w Indywidualnych Mistrzostwach Europy i w Pucharze Świata, ale... nie można mieć przecież wszystkiego.
Listę indywidualnych sukcesów polskich szachistek i szachistów można by wydłużyć o osiągnięcia w innych jeszcze turniejach międzynarodowych, nie były to już jednak wyniki na miarę wyżej wymienionych. Najistotniejsze jest jednak to, że sprawdza się koncepcja nowego Zarządu stopniowej wymiany członków reprezentacji na tzw. nowe twarze, w tym najbardziej utalentowanych juniorów – znakomicie spisali się w DME mistrzowie świata juniorów z 2004 r. Jolanta Zawadzka i Radosław Wojtaszek, równie dobrze wypadł trzeci debiutant Piotr Bobras, w szeregu innych turniejów młodzież niejednokrotnie dowodzi renomowanym, starszym partnerom, że mija czas „świętych krów” i będzie im coraz trudniej utrzymać się na swych pozycjach.
Dodam, że obecnie w świecie szachów dominują dwudziestolatkowie i jeżeli zawodnik w wieku do 25 lat nie znajdzie się w czołówce światowej z rankingiem bliskim 2700 punktów, nie ma już praktycznie szans nawiązania walki o tytuł mistrza świata czy Europy. Dlatego nacisk Zarządu Związku musi być skierowany na promowanie i szkolenie zawodników, którzy zdobywają medale i tytuły w mistrzostwach Europy i świata w różnych kategoriach wiekowych od 10 do 20 lat. Większość zawodników obecnej czołówki, po przekroczeniu ww. wieku, nie czyni widocznych postępów w ostatnich kilku latach, a tylko próbuje różnymi „argumentami” wmówić opinii publicznej, że ranking rzędu 2600 pkt. i pozycja w końcu pierwszej setki zawodników świata lub w połowie drugiej, to wielkie osiągnięcia. Ministerstwo Sportu i PZSzach mają w tej sprawie diametralnie inne zdanie.
Na tych refleksjach zakończę, krótkie z konieczności, wobec z roku na rok wzrastającej liczby imprez szachowych, przypomnienie sukcesów czysto sportowych.
Na marginesie jednak wyżej wymienionych osiągnięć coś jeszcze – boli mnie bardzo od lat, że w polskich publikatorach dokonania organizacyjne i osiągnięcia sportowe szachistów znajdują bardzo mizerne odzwierciedlenie. Pisze się w Polsce na temat naszej dyscypliny mało, pojawiają się krótkie tylko, na powierzchni kilku cm² wzmianki o wybitnych osiągnięciach, a już o tym by dziennikarze sportowi zajrzeli do naszych sal, można na ogół tylko pomarzyć - czekają na ogół na tzw. „gotowce” przesyłane faksem lub drogą internetową. Szczytowym „osiągnięciem” było wydarzenie z 8 sierpnia 2005 roku, gdy potwierdzająca mi dwukrotnie telefonicznie gotowość swego przybycia na Okęcie, na powitanie naszych wspaniałych dziewczyn powracających ze złotymi medalami ze Szwecji, ekipa polskiej TV nie dojechała do lotniska! Co o sądzić o takim podejściu do sukcesu równego przecież osiągnięciu naszych mocno przez media „dopieszczanych” siatkarek ? (kochamy je równie mocno, jak nasze dziewczyny, nieprawdaż ?).
Przejdę teraz do innych, w tym m.in. niezbyt przyjemnych tematów, o których nawiasem mówiąc więcej w niektórych publikatorach, niż o sukcesach polskiego środowiska szachowego. Nie będę relacjonować wszystkich działań Zarządu i Biura PZSzach, odniosę się tylko do najważniejszych:
Podjęliśmy ważne ustalenia w sferze podziału środków finansowych – przekazujemy wojewódzkim związkom szachowym 50% składek rocznych, korzystne dla naszych partnerów w województwach oraz organizatorów imprez z cyklu MP są także inne decyzje – precyzują te sprawy Komunikat Organizacyjno-Finansowy PZSzach nr 1 i zawierane umowy. Przekazaliśmy Okręgom i Organizatorom imprez łącznie ponad 250 tys. zł. Dzięki usilnym staraniom udało się wznowić akcję przydziału sprzętu szachowego UKS-om, kontynuuje i rozwija swą działalność Młodzieżowa Akademia Szachowa, organizowane są nadal oprócz innych zgrupowań – obozy dla najmłodszych w ramach Wakacji z Szachami. O właściwym gospodarowaniu przeznaczanymi na te cele środkami mówi sprawozdanie finansowe – jedna z części składowych ogólnego sprawozdania Zarządu na Walne Zgromadzenie odbyte 26 listopada 2005 r. w szacownym gmachu Politechniki Warszawskiej (do wglądu na stronie internetowej PZSzach).
Walne Zgromadzenie miało ponadto na celu uchwalenie korekt w statucie Związku zmierzających do tego, by wojewódzkie związki szachowe uzyskały większą samodzielność i uprawnienia (co jest zresztą zgodne z nową ustawą o sporcie), by to właśnie ich delegaci reprezentowali swoje środowiska na najwyższym forum PZSzach. Taką sugestię zaakceptowali jednogłośnie prezesi 13 związków wojewódzkich, uczestnicy spotkania Zarządu PZSzach i przedstawicieli tych związków. Nazajutrz jednak, w trakcie obrad Walnego Zgromadzenia delegaci zwrócili uwagę na konieczność uwzględnienia licznie zgłoszonych poprawek i opracowanie takiej wersji statutu, które będzie mogła zostać już bez uwag przyjęta w 2006 roku, na II części nie dokończonego zjazdu. Postanowiono, że po uwzględnieniu zgłoszonych korekt zostanie w styczniu br. powołana Komisja Statutowa PZSzach, która oceni pracę autorów tekstu, uzgodni ją z prawnikami, opublikuje na stronie internetowej PZSszach i wyznaczy termin zgłaszania uwag, po czym przygotuje ostateczną wersję statutu, już nie do dalszej dyskusji, lecz do zaakceptowania przez Zjazd Statutowy.
Jestem zmuszony w tym miejscu poinformować środowisko szachowe w kraju o jeszcze jednym, nagannym zjawisku – na listopadowym Walnym Zgromadzeniu „zjawiło się” co najmniej dwóch nielegalnych uczestników, z mandatami otrzymanymi z klubów, których położenia w Polsce nawet nie znali - jeden z nich poinformował Komisję Mandatową, że „jego” klub (de facto z jednego z województw południowych) ma siedzibę w innym województwie, w Polsce północnej. Sprawę wyjaśnia Komisja Wyróżnień i Dyscypliny PZSzach, wyniki prac opublikujemy w witrynie internetowej Związku. Nie będę tej i innych prób dezorganizacji zjazdu szerzej komentować, niech każdy czytelnik tego tekstu wyciągnie z niego właściwy wniosek. Dodam jednak, że postanowienia nowego statutu i ordynacji wyborczej, a także tryb zgłaszania delegatów i ich sprawdzania przez recepcję zjazdu zapobiegną w przyszłości udziałowi „spadochroniarzy”, a cele, inne niż określa to program zjazdu, nie będą miały szans realizacji przez osoby, które sprowadzają ad hoc tych niejasnego pochodzenia „delegatów”.
Wiem, że zawsze będą występować jakieś napięcia między dążeniami zawodników do indywidualnego sukcesu, a decydentami w Związku czy klubach – to naturalne, zwłaszcza w sytuacji, gdy dotyczy to tzw. „dyscypliny nieolimpijskiej” (wg nomenklatury centralnych władz sportowych), w której środki finansowe są mizerne, ale jednak utrzymanie równowagi – konieczne. W przeciwieństwie do innych dyscyplin sportowych, kluby i inne stowarzyszenia szachistów opierają się głównie na bezinteresownej działalności wielu oddanych sprawie ludzi, realizujących jedno z naszych najważniejszych zadań – popularyzację „królewskiej gry”. Tak jest też w naszym liczącym ponad pół setki klubów i z górą 20 tys. szachistów Związku. Znakomita większość działaczy szachowych w Polsce (oprócz skromnie wynagradzanych za swą pracę sędziów), w tym i członkowie naszego Zarządu, funkcjonuje całkowicie społecznie, a w Biurze PZSzach pracują na stałe zaledwie 4 osoby (na 3,5 etatach), co z pewnością nie ułatwia działalności Związku.
Tu podkreślę - aktualny Zarząd działa od początku, i będzie działać nadal, zgodnie z literą prawa szachowego, tj. obowiązującymi statutem i regulaminami Związku, ustaleniami walnych zgromadzeń delegatów, a decyzje podejmowane są kolegialnie.
Przejdę teraz do zarzutów, które stawiają nam i prezentują w prasie, osoby nam nieżyczliwe (by nie powiedzieć wrogie) z racji porażki w trakcie ostatnich wyborów do władz Związku. Co gorsza - wciągają one w te działania, na szczęście nielicznych, młodych zawodników, którzy powinni przede wszystkim zajmować się grą w szachy i intensywnym treningiem, by osiągać jeszcze lepsze niż dotąd rezultaty, z których wszyscy (mam taką nadzieję) bylibyśmy szczerze uradowani. Wyniki najbardziej interesujących środowisko imprez krajowych i zagranicznych, z których wyżej przytoczyłem tylko najradośniejsze, łatwo znaleźć na stronach internetowych PZSzach i innych. Wystarczy się z nimi zapoznać i obiektywnie je ocenić. Zapracowaliśmy na nie wspólnie – zawodnicy, trenerzy, działacze klubowi, ale również Zarząd i Biuro PZSzach – wszystkim gratuluję, dziękuję za nieoceniony wkład pracy i życzę wielu kolejnych sukcesów w Nowym Roku - roku 80-lecia założonego 11 kwietnia 2006 r. Polskiego Związku Szachowego. Niesprawiedliwe dla Zarządu opinie wywołało zamieszanie wokół przygotowań do Mistrzostw Europy w 2005 r. w Zegrzu, a więc z dala od Warszawy, w miejscu zupełnie nie nadającym się do przeprowadzenia takiej rangi imprezy. Związane z tą sprawą fakty i dokumenty opublikowaliśmy na stronie internetowej PZSzach, zostało w końcu podpisane w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu porozumienie z przedstawicielami „Fundacji na rzecz wspierania szachów w Warszawie”, nie mamy w tej mierze wiele do dodania. Moim jednak i nie tylko moim zdaniem (a negatywne oceny znaleźć można także w zagranicznych periodykach szachowych) Mistrzostwa Europy ‘2005 w Zegrzu zostały w Polsce nie najlepiej zorganizowane. Już na początku, w dniu kiepsko przeprowadzonego otwarcia mistrzostw czuło się, że goście i zagraniczni uczestnicy nie są zachwyceni tym co zobaczyli. I dalej - poza wysokimi nagrodami (co istotnie warte podkreślenia) oraz dobrymi warunkami do rekreacji - niewiele więcej pozytywnego o ME można dodać; problemy z dojazdami, żywieniem i co najsmutniejsze – katastrofalne warunki gry w jednej ciasnej i kilku jeszcze mniejszych salach, odpowiednich dla turniejów szkolnych, sprawiły, że wyżej ocenić można niejedne zawody o zasięgu regionalnym. Wyrażano w trakcie zawodów i po ich zakończeniu zdziwienie, że Polacy nie potrafią dobrze zorganizować tak znaczącej imprezy; wychwalali ją tylko zaprzyjaźnieni z organizatorami dziennikarze. Ponadto wspomnieć tu jeszcze trzeba o tym, że organizatorzy musieli wpłacić na konto ECU haracz w wysokości 25% funduszu nagród, tj. kwotę rzędu 20.000 Euro, za co formalnie odpowiadał Polski Związek Szachowy, w świetle statutów FIDE i ECU. PZSzach domagał się od ECU i Organizatorów sprecyzowania tego warunku i zawarcia odpowiedniej umowy. ECU nie reagowała, a Fundacja przedstawiła oficjalne pismo Sekretarza Generalnego ECU, że ww. kwoty nie należy płacić (mimo uchwały Kongresu ECU z 2004 roku i pisma skarbnika ECU, że kwotę tę należy uiścić!), ale PZSzach nie otrzymał takiego pisma w stosownym czasie. Był to podstawowy punkt sporny i dopiero porozumienie PZSzach - Fundacja w obecności Ministra pozwoliło zdjąć brzemię odpowiedzialności finansowej PZSzach za organizację ME w Zegrzu. Ostatecznie, kilka miesięcy później Fundacja musiała zapłacić ten wysoki „podatek” od nagród na rzecz ECU, ale dzięki porozumieniu kwota nie obciążyła budżetu Związku.
Drugą kwestią sporną było miejsce rozgrywek i warunki gry na salach. Polski Związek Szachowy nigdy by nie wyraził zgody na umiejscowienie ME poza Warszawą oraz w salach o standardzie nie odpowiadającym takim mistrzostwom. Dla przypomnienia naprawdę pięknie zorganizowanych imprez wymienię dwa warszawskie turnieje strefowe mężczyzn o MŚ oraz finały Mistrzostw Polski w Galerii Porczyńskich, MŚ juniorów do 10, 12 i 14 lat w 1991 r. na Torwarze czy ME kobiet w 2001 r. w hotelu Marriott, znakomicie przez dolnośląskich działaczy organizowane memoriały im. A. Rubinsteina w Polanicy Zdroju, czy wysokiej rangi światowej imprezy młodzieżowe w pałacu w Żaganiu, mistrzostwa Europy do 16 i 18 lat w 1995 roku oraz mistrzostwa świata do 20 lat w 1997 roku. Listę tę mógłbym zresztą ciągnąć bez końca, lecz, by nikogo w „terenie” – to określenie stołecznych dziennikarzy - nie urazić, poprzestanę na wyżej wymienionych, pomijając tu wiele znaczących imprez w najbliższych mi Poznaniu, Ostrowie Wlkp. i innych miastach Wielkopolski czy w pozostałych regionach naszego kraju. Musi niepokoić, że oprócz znakomicie organizowanych wielu imprez szachowych, przez oddanych sprawie i nie mających nic poza satysfakcją działaczy, w których z przyjemnością uczestniczą liczne grupy szachistów, gdyż i atmosfera lepsza i ceny za pobyt „do strawienia”, mają miejsce niestety również turnieje o charakterze wyraźnie komercyjnym, nastawione na zysk i rozgrywane w warunkach kompromitujących organizatorów.
I kolejny, trudny temat – indywidualne sprawy zawodnicze. Autor wywiadu opublikowanego w Rzeczpospolitej z 29.12.2005 r. pisze: Czołowi zawodnicy ostro krytykują władze związku
Szach, pat, bunt
Najlepszy polski szachista Michał Krasenkow nie gra w reprezentacji, podobnie jak drugi w rankingu Kamil Mitoń oraz Bartłomiej Macieja. Konflikt między zawodnikami a Polskim Związkiem Szachowym jeszcze nigdy nie był tak ostry. ...
A jaka jest prawda, którą starannie pomijają autorzy niektórych enuncjacji prasowych, mimo udzielanych im dokładnych informacji na ten temat? Nie ma żadnego buntu na szeroką skalę – jest niezadowolenie kilku zawodników, którzy nie sprostali wymaganiom stawianym przez Zarząd i znowelizowane przepisy o przyjęciu innego niż do tej pory kursu w zakresie powoływania kadry narodowej oraz reprezentacji Polski. Stały się one „solą w oku” ww. zawodników (oraz ich nielicznych „stronników”), którzy twierdzą, że nowy Zarząd ich dyskryminuje, podczas gdy sami na ten stan rzeczy z różnych przyczyn, solidnie zapracowali. A więc ad rem, zobaczmy, jak to w rzeczywistości wygląda: Arcymistrz Michał Krasenkow, pierwszy z „pokrzywdzonych” sam wyłączył się z kandydowania do reprezentacji kraju, przesyłając do mnie 30 marca 2005 r., przed MP w Poznaniu, które zorganizowałem w charakterze pogotowia ratunkowego (warszawska Polonia wycofała się z tego zadania mimo 5-letniego porozumienia z PZSzach) taki mail:
Szanowny Panie Prezesie!
Potwierdzam, że w związku z udziałem w turnieju międzynarodowym 15 kategorii w Budapeszcie w dniach 18-30.4 rezygnuję z udziału w finale Mistrzostw Polski w Poznaniu. Faks tej treści wysłałem już do biura PZSzach w dniu 28 bm. Pozdrawiam serdecznie, łączę wyrazy najwyższego szacunku i życzę udanej organizacji finału.
Michał Krasenkow
Turniej na Węgrzech nie tylko nie doszedł do skutku, ale nie było nawet żadnej wzmianki, że taki turniej jest planowany; nieco później otrzymałem od arcymistrza drugi mail z rezygnacją z udziału w kadrze narodowej do końca 2005 roku. Tak w jednym, jak i w drugim wypadku, namawiałem naszego czołowego wówczas w rankingu światowym szachistę do tego, by przemyślał swoje decyzje i zmienił stanowisko, cóż, niestety bez rezultatu. Kto stał i stoi nadal za takimi próbami nacisku i dyskredytowania naszego Zarządu, to tajemnica poliszynela.
Tu jeszcze wspomnę, o czym także dobrze wie polskie środowisko szachowe, że postawa arcymistrza Krasenkowa, którego zawsze uważaliśmy – przynajmniej do dnia Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczego PZSzach w 2002 r. w Poznaniu - nie tylko za wysokiej klasy szachistę, lecz także za człowieka „na poziomie”, niestety nie zawsze jest w zgodzie z jego oświadczeniami i zachowaniem. Dowodem na to są nie tylko jego mijające się z prawdą stwierdzenia w polskiej i rosyjskiej prasie, ale również posunięcie się w trakcie obrad ww. ogólnopolskiego zebrania szachistów do rękoczynów. Uderzony delegat domagał się wezwania policji, ale interweniowałem osobiście i zapobiegłem temu, czego niekiedy żałuję; zdarzenie jest jednak odnotowane w protokole ówczesnego Zjazdu. Wiele związków sportowych z pewnością zdyskwalifikowałoby takiego zawodnika na długi okres czasu. No comments!
Arcymistrz Kamil Mitoń skarży się na łamach „Rzeczpospolitej”, że został jakoby „wyrzucony” z kadry – prawda znów jest inna – nie został do niej zakwalifikowany z uwagi na przeciętny występ w MP ‘2005, gdyż liczba kadrowiczów jest ograniczona, zależy nie tylko od wyników czołowych zawodników, lecz także od subwencji na ten cel z obecnego Ministerstwa Sportu (w 2005 r. z innego źródła). Kamil Mitoń sam następnie zrezygnował z udziału w ME w Zegrzu (był delegowany przez PZSzach z opłaceniem wszystkich kosztów) i dopiero gdy nie udał mu się plan startu w innym, szlachetniejszym turnieju, postanowił w nich wystąpić w ostatniej chwili, co niestety nie było już możliwe z uwagi na wykorzystanie przez PZSzach wszystkich przyznanych przez podówczas działającą Polską Konfederację Sportu środków na ten ważny dla zawodników cel. Dodam, że Zarząd PZSzach, na wniosek Wiceprezesa ds. Sportowych, podjął decyzję o desygnowaniu do startu w tych mistrzostwach Europy aż 16 zawodników i nic nie stało na przeszkodzie, by jednym z nich był Kamil Mitoń. Członkowie kadry narodowej, otrzymując przyzwoite pieniądze na szkolenie i udział w turniejach, mają obowiązek uczestniczyć w turniejach, które nasze środowisko i Resort Sportu najbardziej interesują, a nie tylko w mało znaczących turniejach typu OPEN, gdzie na ogół „rozmieniają się na drobne”. Cieszę się, że od 1. stycznia 2006 roku Kamil Mitoń znajduje się najwyżej z Polaków na liście rankingowej FIDE – będzie miał okazję wystąpić w lutowym finale MP w Krakowie i... powrócić do kadry, jeśli dowiedzie, że jest rzeczywiście lepszy od konkurentów do kadry i reprezentacji kraju, którzy go w ub. roku zdystansowali. Otrzyma wtedy środki na całoroczną pracę szkoleniową i będzie mógł realizować roczny plan startów.
Trzeci z poszkodowanych przez los i PZSzach – były mistrz Europy z 2002 r. am. Bartłomiej Macieja – wypadł w poznańskich mistrzostwach jeszcze gorzej od Mitonia, zajął dopiero 7. lokatę, co dla wielu obserwatorów, było szokującą niespodzianką. Po tym turnieju, w trakcie jednej z przeprowadzonych z nim rozmów stwierdził, iż gdyby wiedział o tym, że nie będzie zakwalifikowany do reprezentacji Polski na ME w Zegrzu oraz DME w Göteborgu zagrałby lepiej – „rozczulił” nie tylko Wiceprezesa ds. Sportowych, odpowiedzialnego za wyniki kadry, lecz także kilku innych członków Zarządu PZSzach. A przecież w kilka dni po otwarciu mistrzostw odbyło się spotkanie uczestników z Prezesem i Wiceprezesem PZSzach, na którym zasady nowej polityki kadrowej Związku zostały naszej czołówce dokładnie wyłożone. Mało, były mistrz starego kontynentu wiedział, że jeśli w indywidualnych ME pokaże należytą klasę, będzie miał jeszcze szansę występu w DME. Pamięć ma jednak wybiórczą i mówi lub pisze tylko to, co jemu wygodne. Nie wspomina m.in. o swych dwukrotnych (2004-2005) występach w turnieju o charakterze politycznym w Górnym Karabachu, na który także w 2005 r. pojechał bez konsultacji z PZSzach, co spowodowało interwencję na szczeblu dyplomatycznym - niżej podpisany musiał ustosunkować się do sprawy po nocie Ambasady Azerbejdżanu do naszego resortu spraw zagranicznych oraz kolejną interwencję – ambasady polskiej w Azerbejdżanie.
Am. Bartłomiej Macieja nie jest zresztą jedynym polskim kadrowiczem wyjeżdżającym na turnieje bez „opowiadania się” władzom związkowym, uważającym, że jest ta zasada, obowiązująca nie tylko w szachach, ograniczaniem jego swobód obywatelskich. Dowodzi tego m.in. poniższy akapit ze wspomnianego wyżej wywiadu w „RZ”:
Polak z wyboru, urodzony w ZSRR, Michał Krasenkow wytacza przeciwko PZSzach ciężkie działa: "Zarząd prowadzi otwartą wojnę z czołówką krajową. Zdumiewająca jest decyzja, że członkowie kadry muszą na każdy start krajowy i zagraniczny uzyskiwać zezwolenie zarządu (czegoś takiego nie było nawet w totalitarnym ZSRR). ...”
Potwierdzam - Zarząd PZSzach wypłacając kadrowe czołowym polskim szachistom ma, zgodnie z przepisami Ministerstwa Sportu i nową Ustawą o Sporcie kwalifikowanym, obowiązek dbania o starty naszych kadrowiczów w poważnych turniejach oraz o to, by społeczne pieniądze były wykorzystywane zgodnie z ich przeznaczeniem, a nie na, właściwie prywatne, wyjazdy na mało istotne imprezy. Interesują nas, i nadal będą, przede wszystkim efektywna praca zawodników nad sobą, udział i dobre wyniki w znaczących zawodach – mistrzostwach Polski, Europy i świata oraz innych, które zostaną kadrowiczom zarekomendowane przez Zarząd Związku. Nie może być dalej tak, że zawodnik czołówki krajowej chce tylko brać ze Związku środki finansowe, „rządzić” nim i odmawiać Związkowi prawa do, podkreślam to – kolegialnego podejmowana określonych, ważnych decyzji. Środki finansowe, którymi z najwyższą uwagą w PZSzach gospodarujemy, nie mogą być przeznaczane tylko dla czołówki polskich szachistów, Zarząd ma także statutowy obowiązek interesowania się całą resztą środowiska, a nie tylko zawodnikami jednego czy dwóch czołowych w kraju klubów (których zresztą podstawowym zadaniem jest zapewnienie możliwości dobrych startów swym zawodnikom). Przyznawane przez Ministerstwo Sportu środki muszą być wydatkowane zgodnie z planem szkoleniowym i wyłącznie na turnieje służące jak najlepszemu przygotowaniu do MŚ i ME.
Do niemniej ważnych zadań PZSzach należy dbałość o rozwój dyscypliny – zwiększanie członkostwa Związku, liczby klubów, organizowanie życia szachowego, wspomaganie klubów poprzez np. dostawy sprzętu czy dofinansowywanie imprez, opracowywanie regulaminów, itd. Dodam, że przede wszystkim tymi sprawami zajmuje się zdecydowana większość federacji szachowych na świecie.
Szanowne Koleżanki, Szanowni Koledzy!
Uprawianie szachów jest najściślej związane z pojęciami dżentelmen postępujący lub szachista grający fair, uczestnicząc w rozgrywkach i podając po ich zakończeniu rękę partnerowi okazujemy sobie wzajemnie szacunek oraz dowodzimy, że jesteśmy ludźmi honoru. Nie napawają optymizmem dochodzące do nas od czasu do czasu wiadomości o zawiązywaniu się podczas turniejów tzw. „spółdzielni”, nocnych „występach pożal się boże sportowców”, niezgodnie z przepisami załatwianych sprawach zmian przynależności klubowej i innych wypaczeniach, nie mających nic wspólnego z ideą GENS UNA SUMUS. Mam niekiedy poważne wątpliwości czy jesteśmy jeszcze jedną rodziną, czy też coraz bardziej pragniemy, za wszelką cenę, tylko nienależnych korzyści.
Dziękuję wszystkim tym z Was, którzy akceptują nasze poczynania, a pozostałych przedstawicieli naszego środowiska proszę, by choć nie przeszkadzali i pozwolili nam spokojnie dalej działać.
Zwracam się do Was z Nowym Rokiem z życzeniami zachowania prawdziwej, mistrzowskiej klasy we wszelkich poczynaniach, wielkich sportowych sukcesów na 64 polach oraz zdrowia i pomyślności w życiu prywatnym.
Janusz Woda
Prezes PZSzach


Opublikował Leszek Zega [11.01.2006 r.]